Dzień ślubu...
To dziś. To dziś ja i Zayn będziemy małżeństwem. Już nikt nas nie rozdzieli. Czekałam na ten moment kiedy założę swoją suknię.
- Wszystko dobrze? Zakładaj.- uśmiechnęła się Daniell. Obydwie miały piękne czerwone suknie.
- Jasne.- uśmiechnęłam się.
- Wyglądasz cudnie.- powiedział ojciec kiedy prowadził mnie do ołtarza.
Wszystkie oczy zwrócone na mnie. Jedna para najwarżniejsza. Patrzył na mnie jak na coś idealnego i cudownego.
- Idziemy?- zapytał tata.
- Jasne.
Miałam wrażenie, że cały ten długi dywan to wieczność.
- Możecie się pocałować.- powiedział na koniec pastor. Te tak zrobiliśmy.
Po północy jak to w zwyczaju rzuciłam welonem który złapała Daniell, a Zayn rzucił krawatem, który złapał Liam.
- Kocham cię.- powiedziałam do Zayna.
- Też cię kocham.- pocałowałam go w samochodzie.
- Mam warażenie, że znamy się wieczność.
9 miesiąc ciąży...
Siedzieliśmy w kuchni NASZEGO domu. Ah... Jak to ładnie brzmi.
- Ej Zayn. Kopnęła.- tak tak to będzie dziewczynka.
- Mocno?
- Ał tak. Zayn to chyba czas.- skurczyłam się i miałam racje. Szybko dojechaliśmy na miejsce.
Zayn...
Czekałem na moje maleństwo.
- Pan Malik, tak?- zapytał jakiś lekarz.
- Tak.
- Gratulacje śliczna dziewczynka.
- Dziękuję a można wejść?
- Jasne.- w sali leżała uśmiechnięta Emy z małą.
- Jak się czujesz?- zapytałem.
- Dobrze. Patrz jaka śliczna.
Miała racja. Śliczna dziewczynka. Po gilgotałem ją po bródce i złapała mnie za palec.
- Ma oczy po tobie.- powiedziała z uśmiechem.
- Musi pan wyjść. Emy jest zmęczona.
- Pa Kochanie.- dałem jej buziaka i wyszedłem.
Trzy dni później...
- Cześć słońce.- dałem jej buziaka i zapiąłem małą.
- Hej.- była smutna.
Jechaliśmy w ciszy.
- Ooo mała Emy!- zapiszczał Harry.
- Śliczna po mamie.- przytuliłem Emy. Była jakaś smutna.
- Dzięki. Idę na pokoju.- powiedziała i poszła na schody.
- Zajmijcie się małą.- podałem Harremu Bellę i pobiegłem do pokoju.
Na balkonie siedziała płacząca Emy. Usiadłem koło niej.
- Wszytko okey?- zapytałem przytulając ją do siebie. Ona mocno wtuliła się we mnie i rozpłakała się na dobre.
- Emy co jest?
- Ja... ja mam białaczkę.- zaczęła wyć.
- Co?! Jak to?- zapytałem zmartwiony.
- Bo jak poszedłeś spytałam się pielęgniarkę czy to normalne że jest mi słabo. Zrobili mi badania i wyszło że jestem chora. Rozumiesz?! Cieszyłam si, że jest okey że mam rodzinę a jestem chora.
- Kochanie spokojnie. Będziesz miała leki więc okey.
- Ale rozumiesz, że są drogie?
- To co? Mamy pieniądze. Spokojnie.
Zaniosłem ją do łóżka i leżeliśmy w tuleni w siebie.
- Kocham was. Ciebie i Bellę.
- Ja was też.- pocałowała mnie namiętnie.
Co? Jak? Że co ? Emy ma białączkę ;( boże ... ona musi żyć nie możesz jej uśmiercić ! NIE MOZESZ, śliczne imie Bella *.* to takie piękne ;) Czekam na kolejny ;3
OdpowiedzUsuń